Andrzej Kowalik – opolanin, który biega w ultramaratonach

Andrzej Kowalik w rekordowym czasie zdobył Koronę Gór Polski (28 najwyższych szczytów naszego kraju). Opolanin specjalizuje się w biegach długo dystansowych. Od kilku lat startuje w ultramaratonach, które odbywały się m.in. w Meksyku, Japonii, RPA,  Jordanii czy Australii.

Piotr Jankowski: Skąd wziął się pomysł na pobicie rekordu Korony Gór Polski? Jest to nietuzinkowe osiągnięcie…

Andrzej Kowalik: W 2015 roku ultramaratończyk, Grzegorz Leszek wyruszył zdobyć KGP. Udało mu się pobić ówczesny rekord o ponad 16 godzin i zrobił to w czasie 76 godzin. Było to niesamowite osiągnięcie. Pomyślałem sobie, że jak będę miał trochę więcej czasu, to i ja zmierzę się z tym wyzwaniem. Przez 5 lat nie miałem kiedy, bowiem startuję w cyklu UtraTrailWorldTour. Rocznie odbywa się 20 biegów z tej serii na całym świecie. Udało mi się ukończyć 15 z nich, w przyszłości planuję starty w kolejnych. W tym roku na drodze stanęła pandemia koronawirusa.

I pozwoliła panu zdobyć Koronę Gór Polski…

Razem z Arturem Piechą postanowiliśmy zrealizować nasz wspólny projekt. Zanim wyruszyliśmy w trasę, wykonaliśmy rekonesans szczytów. Nie chcieliśmy, żeby spotkała nas jakaś niemiła niespodzianka. Musieliśmy niestety pominąć kilka gór, bo gonił nas czas, dzień startu. Dzięki wsparciu firmy Salming Running Polska byliśmy bardzo dobrze przygotowani sprzętowo. W trasę wystartowaliśmy w piątek o 17:00. Łącznie zajęła nam 73 godziny 23 minut i 18 sekund. Przez 3 dni przejechaliśmy autem około 2 000 km oraz przebiegliśmy około 215 km.

Trzeba podkreślić jednak, że nie jest to pana największe osiągnięcie sportowe…

Myślę, że za takie można uznać wygraną razem z Arturem Piechą z którym zdobyliśmy KGP  w legendarnym Biegu Rzeźnika w wersji Hardcore  czyli 100 km w parach poniżej 15 godzin.

Do tego można dodać również ukończenie biegów w Meksyku czy Jordanii. To były najtrudniejsze starty w moim życiu. Były to ultra maratony, w przeciągu 5 dni do przebiegnięcia było 250 km w słynnym Kanionie Coopera (Meksyk)  oraz w pełnym słońcu po pustyni Wadi Rum (Jordania). Startowali tam najlepsi z całego świata, także biegacze z plemienia Tarahumara, którzy ultra maratony przebiegają w sandałach zrobionych z opon i rzemieni! Niesamowite przeżycie móc poznać takich ludzi. Dzięki tym startom dostałem kwalifikacje na Mistrzostwa Świata w przyszłym roku w Słowenii na dystansie 250 km.

Czy mają panowie ambicję, aby jeszcze zmierzyć się ze swoim czasem?

Oczywiście! Rekord pobiliśmy w duecie, co jest o wiele trudniejsze, aniżeli indywidualnie. W przeciągu 3 dni każdy miał swój kryzys w innym momencie. Widzieliśmy też, gdzie straciliśmy czas. W Jeleniej Górze, gdzie mieliśmy do odhaczenia przed ostatni szczyt, staliśmy w korku przez około 25 minut. W innej części Polski w nocy wymieniany był asfalt, ale dzięki sprytowi naszego kierowcy, nie straciliśmy aż tak dużo czasu. Na kilku szczytach byliśmy też po raz pierwszy, szukaliśmy dobrej drogi. Myślę, że za rok, może dwa znów się skusimy i spróbujemy pobić własny rekord.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na bieganie?

W 2013 roku, podczas oglądania „Teleexpressu” żona usłyszała, że organizowany jest bieg dookoła Tatr, start na około 170 km. Od dziecka w każde wakacje wyjeżdżałem w góry, chodziliśmy po nich z rodzicami. Moja małżonka rzuciła mi więc wyzwanie, abym spróbował się właśnie w takim biegu. Zadzwoniłem więc, żeby się zgłosić. Niestety miejsca rozeszły się bardzo szybko! Pojechaliśmy więc na wakacje na Słowację, gdzie nasz znajomy przewodnik słysząc o tym, że chcę w tym biegu wystartować, załatwił mi „dziką kartę”! I tak szybko musiałem wracać do Polski, bowiem bieg zaczynał się za kilkanaście godzin (śmiech). Bieg ukończyłem, co prawda z kontuzją, ale także myślą, że czeka mnie piękna przygoda!

Czy biega pan także zimą?

Zdarzały się i takie starty. Kilka lat temu udało się wybiegać 2 miejsce w Polsce  w Super Szlemie Komandosa. Składają się na niego cztery starty – 10 km, 21 km, 100 km i 42 km. Wszystkie te biegi trzeba było pokonać z 10-kilogramowym obciążeniem, w żołnierskim stroju.

Jaki był pana najdłuższy start?

Mój najdłuższy bieg wynosił około 170 km. Biegłem kilka takich biegów np. dookoła Mount Blanc (Francja, Włochy, Szwajcaria), w Pirenejach dookoła Andory to jeden z najtrudniejszych technicznie  biegów na świecie, dookoła masywu góry Mount Fuji w Japonii oraz na Istrii w Chorwacji .  Po górach staram się biegać właśnie duże dystanse. W biegach etapowych, takich jak te w Meksyku jest to dystans 250 km w przeciągu pięciu dni. Niektóre etapy mają 60 km, niektóre 40 km. W tym roku postanowiłem się trochę zregenerować, aby w przyszłym realizować dalsze ciekawe  projekty biegowe.