Czesław Lang: Wracamy do miasta, które darzę wielkim sentymentem

Po ośmiu latach do Opola wrócił największy polski wyścig kolarski, a zarazem jeden z najważniejszych na świecie, czyli Tour de Pologne. To znakomita okazja, aby z tej okazji porozmawiać z dyrektorem narodowego Touru, Czesławem Langiem. Wywiad ukazał się w sierpniowym numerze „Opole i kropka”.

Dariusz Król: 40 lat temu, 9 lipca, wygrał pan Tour de Pologne, a dwa tygodnie później sięgnął po srebrny medal igrzysk olimpijskich w Moskwie. Wraca pan do tamtych wspomnień?

Czesław Lang: Pewnie, że wracam. To bardzo miłe wspomnienia. 1980 rok sportowo był dla mnie wyśmienity, ale przecież pamiętam, że wtedy Polska walczyła jako kraj o większe swobody. Oczywistym jest więc, że gdy kibice patrzyli na olimpijski wyścig, gdy uciekało dwóch Rosjan i jeden Polak emocje sięgały zenitu.

Świetny rok, ale o mały włos kontuzja nie zniweczyłaby wszystkiego…

Tym bardziej nigdy tego nie zapomnę. Przez uraz byłem praktycznie skreślony z kadry.

To przypomnijmy jak uciekał pan z Suchoruczenkowem i Barinowem.

Ten pierwszy był wtedy niedoścignionym mistrzem, drugi zaś świetnym sprinterem. Rosjanie cały czas próbowali we dwóch mi odjechać, ale gdy zorientowali się, że tego dnia im nie odpuszczę zmienili taktykę. Suchoruczenkow uciekł sam i byli przekonani, że na finiszu będę bez szans z szybkim Barinowem.

Bo na logikę tak miało być…

Ale ja wierzyłem w siebie. Na finiszu nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Totalnie się „wyjechałem” i jak pewnie wszyscy pamiętają byłem lepszy o kilka centymetrów.

Ścigaliście się wtedy po tzw. schodach Kapitonowa wymyślonych przez trenera Sbornej.

To była trasa przygotowana specjalnie do nich. Na wysypiskach i skarpach gdzieś na brzegu Wołgi. Pomyślano ją bardzo widowiskowo, cały czas góra-dół, góra-dół. Na wymęczenie. Wytrzymać mieli tylko oni, ale na szczęście i ja dałem radę.

Wspomnienia są piękne, ale wróćmy do Tour de Pologne, który przejął pan w 1993 roku.

Mieszkając 15 lat we Włoszech i startując we wszystkich największych wyścigach cierpiałem, że my Polacy musimy jechać do Francji, Włoch czy Hiszpanii by tam się ścigać. Mamy piękne tradycje kolarskie, wspaniałe legendy tego sportu i żadnego prestiżowego wyścigu, na który przyjeżdżałby do nas kolarski świat. Stereotyp Polski był wtedy okrutny. Koledzy z innych krajów pytali, czy mamy w ogóle drogi, myślano o nas jak o… złodziejach, którzy najlepiej radzą sobie w pracy na… zmywaku. Postanowiłem z tym walczyć i jednocześnie spełniać swoje marzenia.

Dźwignął pan podupadający i podrzędny wyścig, przywracając mu prawdziwy blask. Tak z ręką na sercu to wierzył pan, że się uda?

Jak byłem młodzikiem albo juniorem to marzyłem o medalach w mistrzostwach świata i na igrzyskach. I dopiąłem celu. W sukces narodowego touru też wierzyłem pamiętając, że na markę trzeba będzie pracować wiele lat.  Taki produkt należy najpierw wprowadzić na rynek europejski, a potem światowy, czyli tam, gdzie królują wielkie wyścigi, jak Tour de France, Giro d’Italia czy Velta Espana. Nie jest łatwo rozpychać się między takimi tuzami. To są lata pracy, dyplomacji i mistrzowskiej organizacji.

W tym roku nasze Opole będzie miejscem startu jednego z etapów.

Z opolskiego rynku wystartujemy do drugiego etapu. Kolarze wjadą na Górę Świętej Anny, powalczą na Lotnych Premiach LOTTO Strzelce Opolskie oraz Ujazd i zafiniszują w Zabrzu.

Tour de Pologne będzie pierwszym etapowym wyścigiem UCI World Tour po przerwie związanej z pandemią koronawirusa.

Tym większy to dla nas zaszczyt i nobilitacja. Dowód wielkiego zaufania dla Polaków. Zainteresowanie będzie ogromne. W tym roku nasz narodowy wyścig odbędzie się w formule pięcioetapowej.

I, niestety dla kibiców, z zachowaniem szczególnych zasad bezpieczeństwa.

To prawda, nie będzie publiczności na startach i metach, nie będzie miasteczka sponsorskiego i kolumny reklamowej, za to będzie obowiązkowy protokół sanitarny. Oczywiście wzdłuż trasy spodziewamy się tysięcy fanów, tak jak co roku., Nastawiamy się przede wszystkim na transmisję telewizyjną. Przygotujemy specjalną aplikację. Proszę sobie wyobrazić, że transmisja pójdzie do około 100 krajów na świecie!

Piękne okno wystawowe dla Opola na pół świata.

Też cieszę, bo mam do waszego miasta i regionu wielki sentyment. Tutaj jeździli wspaniali kolarze, jak choćby Halupczok czy Szozda.

Kupił pan kiedyś rower w sklepie Staszka Szozdy?

Roweru nie kupiłem, ale bardzo się przyjaźniliśmy.

To na koniec wymieńmy współczesne gwiazdy, które wystartują w wyścigu, a tym samym zobaczymy je również na starcie w Opolu.

Oczywiście nasz Rafał Majka i trzeci raz z rzędu czołowy sprinter świata Pascal Ackermann. To będą liderzy ekipy Bora-hansgrohe. Mocny skład, z Jakobem Fuglsangiem i Ionem Izagirre, przyśle też Astana. Po raz pierwszy wystartuje Jakob Fuglsang z grupy Astana. To wicemistrz olimpijski z Rio rok temu sięgnął po swój pierwszy monument, zwyciężając na trasie Liege-Bastogne-Liege. Stał się też specjalistą od wyścigów tygodniowych.

Najlepsi kolarze świata zawitają do Opola. 6 sierpnia z opolskiego Rynku wystartuje II etap 77. Tour de Pologne, którego meta znajdować się będzie z Zabrzu. Do pokonania będą mieli 151,5 kilometra. Kolarze wystartują z Rynku w czwartek 6 sierpnia o godz. 14.50. To będzie start honorowy. Pierwsze 4,5 km etapu będzie to jazda „na rozgrzewkę” w spokojnym tempie. Peleton z Rynku wyjedzie w stronę kościoła Ojców Franciszkanów. Następnie dojedzie do placu Wolności i na rondzie skręci w ulicę Mozarta, a potem dalej ul. Żwirki i Wigury, Powolnego, fragmentem Krakowskiej, Korfantego, Piastowską, przez Most Piastowski, plac Piłsudskiego, Spychalskiego do Niemodlińskiej. Potem skręt w lewo w ul. Prószkowską. Na wysokości kampusu Politechniki nastąpi start ostry (około godz. 15.05). Polega on na tym, że sędzia chorągiewką daje sygnał do niego. Nie ma zatrzymania peletonu. Od tego sygnału sędziego następuje już ostre ściganie. Peleton z Opola wyjedzie w kierunku Prószkowa.

Na zdjęciu Czesław Lang podczas promowania swojej biografii. Fot. Archiwum prywatne