Adam Malcher: – Nasz apetyt rośnie

Rozmowa z bramkarzem Gwardii Opole i reprezentacji Polski w piłce ręcznej – Adamem Malcherem.

Marcin Sagan

Ruszył kolejny sezon najlepszych polskich drużyn ligowych. Gwardia poprzedni zakończyła wielkim sukcesem – trzecim miejscem w kraju. Jakie ma pan oczekiwania względem obecnych rozgrywek?
– Co roku notujemy postęp. Było piąte miejsce, w kolejnym sezonie czwarte, a ostatnio trzecie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Odnosi się to do nas, ale też do naszych kibiców. To normalna rzecz w sporcie. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania wobec nas rosną i to jest normalne. Sami od siebie oczekujemy też dużo i mamy ambitne plany. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w naszej lidze są dwie niezwykle mocne drużyny: Vive Kielce i Wisła Płock. Ponadto duże ambicje są w Zabrzu czy Puławach. Będzie ciężko o powtórzenie sukcesu jakim był brązowy medal, ale ambicji nam nie brakuje.

W sporcie wspinanie się po kolejnych szczeblach to bardzo miłe uczucie. Miał pan świadomość, że stać was na medal mistrzostw Polski?
– Rok temu naprawdę wiele nam nie brakowało do brązowego medalu. Pokonaliśmy w ćwierćfinale Górnika Zabrze, a w walce o brąz z ekipą z Puław niewiele nam zabrakło. W Pucharze Polski byliśmy „o włos” od gry w finale dzieliła nas od niego jedna bramka. Sami między sobą rozmawialiśmy, że stać nas na poważny sukces, że jest on na wyciągnięcie ręki. Tym bardziej więc cieszy, że w minionym sezonie dopięliśmy swego i udowodniliśmy sobie, ale też kibicom czy całemu krajowemu środowisku piłki ręcznej, że Gwardia jest mocna.

Od kilku lat konsekwentnie w opolskim klubie stawia się na młodych zawodników. Teraz też nowi gracze, którzy pojawili się w zespole są młodzi. Większość z nich nie ma nawet 20 lat. To dobry kurs?
– On się sprawdza od kilku lat. Mamy ambitną drużynę, głodną sukcesów, mentalnie mocną w czym wielką zasługę ma nasz trener Rafał Kuptel. Chyba mamy najmłodszą drużynę w lidze. Tak jakoś trochę niepostrzeżenie stałem się najstarszym zawodnikiem w zespole. Mam 33 lata, ale „Dziadkiem” się nie czuję (śmiech). Mam swoje ambicje i chcę cały czas grać na jak najwyższym poziomie. Wracając jeszcze do naszego składu, to w poprzednich sezonach młodzi zawodnicy, którzy przychodzili do nas dawali radę. Przychodzili będąc nieznanymi zawodnikami, a grając w Gwardii wyrobili sobie dobrą markę. Otrzymywali powołania do reprezentacji Polski różnych kategorii wiekowych. Sami podnosili swoje umiejętności, a jednocześnie dużo dawali też zespołowi. Wierzę, że w przypadku zawodników, którzy przyszli do nas przed tym sezonem będzie tak samo.

Sześć lat temu wrócił pan do Gwardii po ośmiu dość owocnych latach w Zagłębiu Lubin. Chyba nie żałuje pan tej decyzji?
– Gwardia to mój klub, z mojego miasta i chciałem do niego wrócić. Przedstawiono mi ciekawy plan na klub i chciałem być częścią tego planu. Miałem swoje cele po powrocie. Chciałem żeby Gwardia stała się czołową drużyną w Polsce i tak się stało. Chciałem zagrać w jej barwach w wyremontowanym „Okrąglaku” i tak się stało. Chciałem zagrać w nim w barwach reprezentacji Polski i tak się stało. Chciałem zdobyć z Gwardią medal mistrzostw Polski i tak się stało. Wszystkie moje zamierzenia się realizują. Grać w klubie z własnego miasta, którego jest się wychowankiem, przed dużą liczba kolegów czy znajomych to zawsze jest duża frajda jednocześnie widząc, że klub od strony organizacyjnej i marketingowej cały czas się rozwija. Nie mogę więc absolutnie narzekać, że wróciłem do Opola. Mam też swój kolejny cel związany z Gwardią, ale nie chcę o nim na razie mówić, aby nie zapeszyć.

Może dotyczy on występów Gwardii w europejskich pucharach? W ostatnich dwóch latach graliście w Pucharze EHF, ale nie dostaliście się do fazy grupowej.
– Zarówno dwa lata temu, jak i rok temu na naszej drodze stawały zespoły ze Słowenii i odpadaliśmy z nimi. W obu przypadkach stoczyliśmy wyrównaną walkę, ale jednak minimalnie lepsi byli rywale. W tym roku teoretycznie powinno być łatwiej dostać się do fazy grupowej, bo jako brązowy medalista mistrzostw Polski przystąpimy do gry w ostatniej trzeciej rundzie eliminacji i będziemy w niej rozstawieni. Ominiemy więc bardzo mocne drużyny z Niemiec czy Francji. To jednak tylko teoria, bo na pewno nasz rywal będzie wymagający. Czekamy więc kogo nam wyznaczy w październiku los. Byłoby wspaniale, gdyby udało nam się dostać do fazy grupowej Pucharu EHF. Oczywiście będzie to się wiązało z obciążeniami, dojdzie kilka meczów, dodatkowo przejazdy po Europie na mecze grupowe. Chcielibyśmy jednak tę przygodę przeżyć. To byłaby wielka frajda dla nas, ale też dla kibiców gdyby mogli zobaczyć świetne europejskie zespoły u nas w hali.

Kilka miesięcy temu trwały spekulacje, że może pan opuścić Gwardię i przenieść się do innego zespołu. Co zdecydowało o tym, że pan został?
– Nie będę mówił, że to była łatwa decyzja. Dość długo biłem się z myślami czy nie spróbować swoich sił w innym klubie. Analizowałem wszystkie plusy i minusy każdego rozwiązania. Ostatecznie wyszło mi, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostanie w Gwardii.

Opole to pana miasto, a z jaką jego częścią jest pan najbardziej związany?
– Moja „mała ojczyzna” to Zaodrze. Na nim się wychowywałem. Chodziłem do szkoły podstawowej nr 3 na osiedlu Dambonia. W niej zaczęła się moja przygoda ze sportem i z piłką ręczną. Na Zaodrzu mam najwięcej kolegów i znajomych, tam się najlepiej czuję. Nawet jak szukałem mieszkania, to w tej części miasta.

 

Wywiad ukazał się we wrześniowym numerze magazynu miejskiego „Opole i kropka” na stronach 12-13. Pełne wydanie magazynu w wydaniu elektronicznym w linku poniżej.