Aleja Gwiazd Odry Opole: Engelbert Jarek

Był kiedyś w Opolu piłkarz, który mógł zostać gwiazdą Legii Warszawa czy Górnika Zabrze. Mógł też zarabiać o wiele większe pieniądze, ale ponad to postawił klub – Odrę. Mowa o Engelbercie Jarku. Napastniku, który był jedynym w swoim rodzaju.

Piotr i Marek Jankowscy

Zanim trafił do Odry

Na świat przyszedł 7 czerwca 1935 roku w Rokitnicy, dzisiejszej dzielnicy Zabrza. Już jako dziecko zaczął grać w piłkę nożną, reprezentując barwy swojego podwórkowego zespołu. Zaraz po wojnie gdy miał 12 lat rodzice zapisali go do Górnika Rokitnica, w którym stawiał swoje pierwsze kroki w juniorskiej piłce. Wystarczyły tylko trzy lata, by zadebiutował w drużynie seniorskiej tego zespołu.

Z wykształcenia był technikiem-agronomem. Skończył technikum w Izbicku. Stamtąd skierowano go do Nysy, gdzie pracował w Ochronie Roślin Prezydium PRN. Kontynuował swoją karierę w tamtejszym Ogniwie, dziś istniejącym jako Polonia. Zainteresowanie Engelbertem było bardzo duże, a po latach opowiedział, dlaczego trafił właśnie do Nysy. – Zabiegał o mnie na przykład Kolejarz Kluczbork, ale Ogniwo Nysa miało lepsze kontakty w partii i tak znalazłem się w Nysie. Zgarnęli mnie prosto z sali po egzaminie dojrzałości – wspominał.

Zanim jednak trafił do naszego województwa, próbował dostać się do pierwszego składu Górnika Zabrze, będącego wówczas jeszcze przeciętnym klubem, ale za kilka lat już był krajowym hegemonem. Mając 17 lat zagrał mecz w barwach późniejszego 14-krotnego mistrza Polski, jednak nie dostał kolejnych szans. – Ja im się nie dziwię, bo byli zapatrzeni w starszych graczy, więc jakiś tam młodzieniaszek ich nie interesował – mówił jeszcze kilka lat temu popularny „Betel”.

Pierwsze sezony w Odrze

Rok potrzebowali działacze Odry Opole, by wypatrzyć jego wielki talent. Do naszego miasta sprowadził go były kierownik sekcji młodzieżowej, Antoni Skibniewski. Niebiesko-czerwoną koszulkę ubrał po raz pierwszy w 1954 roku. Co ciekawe jego debiut był nieoficjalny i trzymany w tajemnicy przez… 51 lat! W swoim pierwszym meczu w barwach świętującego w tym roku 75. lecie naszego klubu zagrał pod nazwiskiem innego piłkarza. Było to spowodowane brakiem zgody na grę już w tych rozgrywkach, bowiem transfer oficjalnie doszedł do skutku dopiero po sezonie. Odra, żeby utrzymać się w II lidze potrzebowała remisu w Tarnowie Opolskim, co się udało. Tak zaczęła się jego trwająca 23 lata kariera w piłkarskiej dumie województwa opolskiego.

W kolejnych rozgrywkach wszystko się jednak zmieniło. Jarka znali bowiem już niemalże wszyscy piłkarze i działacze w II lidze. Odra, która w poprzednich rozgrywkach ledwo się utrzymała, zaczęła rozjeżdżać każdy zespół, który stawał jej na drodze. Zespół prowadzony przez trenera Mieczysława Bieńka został wzmocniony nie tylko postacią Engelberta, ale i bardzo silnym obrońcą Eugeniuszem Dubielem czy Hubertem Poplutzem i Wilhelmem Spałkiem. Tych dwóch ostatnich zawodników wspierało Jarka w grze z przodu, robiąc to świetnie. – Jakoś udało nam się rozruszać atak zespołu – śmiał się legendarny napastnik.

W swoim pierwszym pełnym sezonie rozegranym w Opolu Jarek został królem strzelców II ligi (zdobył 19 bramek), a Odra z 40 punktami na koncie awansowała na najwyższy szczebel rozgrywek. Cały zespół strzelił wówczas 58 bramek, tracąc 30, stając się tym samym najlepiej strzelającym i broniącym zespołem w całej lidze. Opolski król strzelców miał też swój mały powód do dumy, bowiem nie dość, że opolanie wygrali w decydującym boju z Górnikiem Zabrze, to w ogólnym rozrachunku, wyprzedzili go także w tabeli. Ten rok był jednym z kluczowych dla klubu.. Po nim na dłużej zagościlił w ścisłej elicie.

W kolejnym sezonie Górnik jednak mocno się wzmocnił, a niebiesko-czerwoni znaleźli się w samym środku tabeli. Co ciekawe, po tych rozgrywkach 26 września 1956 roku Odra rozegrała swój jedyny w historii sparing z brazylijskim zespołem – Americą Belo Horizonte, przegrywając przy Oleskiej 0-3. Samo wydarzenie przyciągnęło na trybuny 17 tysięcy kibiców, którzy zastanawiali się na jakim poziomie w porównaniu z nimi stoi Odra. Nasz zespół uległ, ale nie wyglądał źle. Ba, rywali ratowały poprzeczka i słupek przed stratą bramki. – Wynik mógł być korzystniejszy dla naszego zespołu, gdyby napastników nie prześladował pech. Goście dali nam lekcję prawdziwej gry w piłkę nożną, z której niewątpliwie nasi zawodnicy skorzystali – mówił po meczu kierownik zespołu, Witold Sobolewski.

Następne dwa lata nie były dla Odry udane. Zespół przejął Teodor Wieczorek, a Odra spadła z I ligi. Dzięki świetnej grze Engelberta wróciła jednak do elity, a napastnik ponownie był jednym z najlepszych strzelców rozgrywek, zdobywając 17 goli. Przy okazji zachęcamy do obejrzenia meczu z 1957 roku.

 

Największe sukcesy, lata 60’

Stadion Odry Opole przy ul. Oleskiej za czasów, gdy bramki dla zespołu zdobywał Engelbert Jarek

Stadion Odry Opole przy ul. Oleskiej za czasów, gdy bramki dla zespołu zdobywał Engelbert Jarek

Jeśli mielibyśmy wybrać najlepsze lata dla ekipy z Oleskiej, wskazalibyśmy lata 60., nie zapominając o 70. Także wtedy Jarek był w swoim szczycie formy, tworząc z Norbertem Gajdą atak, którego bała się cała Polska. Pięć lat z rzędu Odra zajmowała wówczas miejsca w ścisłej czołówce, nie schodząc poniżej szóstej lokaty. Dobra gra wpłynęła także na kolejne powołanie dla Engelberta do kadry Polski na Igrzyska Olimpijskie w Rzymie, jednak niestety nie było mu dane rozegrać tam żadnego spotkania.

Także w 1960 roku zaledwie 45 minut brakowało, byśmy w Opolu świętowali mistrzostwo Polski. Ekipa prowadzona przez Teodora Wieczorka po zwycięstwie z Ruchem Chorzów 5-2 w 29. kolejce była bliska zdobycia mistrzostwa kraju, ale porażka w ostatnim meczu z Gwardią Warszawa 0-2 spowodowała, że zespół rozgrywki ligowe zakończył na czwartym miejscu. 12 miesięcy później z kolei zajęli trzecie miejsce w Pucharze Polski.

Sezon 1963/64 był z kolei sezonem, w którym Engelbert odniósł wraz z Odrą największy sukces w jej całej historii. Zespół, który przejął Artur Woźniak grał jak z nut i zajął trzecie miejsce w lidze, które jest najwyższym w historii występów naszej ekipy w ekstraklasie. Ponadto Jarek i spółka dotarli do półfinału międzynarodowego Pucharu Intertoto organizowanego przez UEFA. Był on letnim turniejem dla klubów, którym nie udało się zakwalifikować do Pucharu Europy bądź Pucharu UEFA.

Barwy Odry reprezentował do 1969 roku, kiedy zakończył swoją piłkarską karierę. W opolskim klubie Jarek rozegrał łącznie 578 meczów (279 mistrzowskich, 174 towarzyskie, 83 międzynarodowe oraz 42 pucharowe) i strzelił 456 goli, najwięcej w historii klubu. Sam uważał jednak, że w swoim dorobku ma o dwa trafienia więcej. Do dziś w ekstraklasie obowiązuje jego rekord jeśli chodzi o ilość trafionych rzutów karnych z rzędu. Legendarny  napastnik trafił 18 kolejnych prób bez pomyłki i przez niemal 60 lat nikt nie jest w stanie pobić jego wyczynu!

Brak szans w reprezentacji

Rodzi się więc pytanie – dlaczego jeden z najlepszych napastników w kraju nie zrobił kariery w reprezentacji? Rozegrał w niej bowiem tylko trzy mecze, a żaden nie był meczem o stawkę. W kadrze zadebiutował 28 czerwca 1958 w Rostocku. Polacy zremisowali wówczas z NRD 1-1. Prawie 3 lata później, 21 maja 1961 rozegrał swój jedyny mecz z orzełkiem na piersi w Polsce. W Warszawie także padł remis 1-1, tym razem ze Związkiem Radzieckim. Ostatni mecz w reprezentacji, a zarazem jedyny zwycięski rozegrał 15 kwietnia 1962, kiedy to w Casablance Jarek wraz z zespołem pokonali Maroko 3-1.

W 1960 roku, kiedy Engelbert wszedł w swój najlepszy okres w karierze, pojechał na Igrzyska Olimpijskie rozgrywane w Rzymie. Polacy przegrywając dwa mecze i wygrywając jedynie z Tunezją, zakończyli swoją przygodę już na fazie grupowej. Tam ku zdziwieniu wielu kibiców Jarek nie rozegrał żadnego meczu. Wszystko to było związane z Odrą, a właściwie przywiązaniem naszego napastnika do niebiesko-czerwonych barw.

Legia Warszawa była klubem wojskowym. Wielokrotnie więc ściągała do swojego zespołu najlepszych piłkarzy z kraju, powołując ich po prostu do służby. Ten sam sposób próbowali zastosować wobec opolskiego super strzelca, gdy ten wcale nie chciał się nigdzie przenosić. – Nie chciałem się nigdzie ruszać, chciałem pozostać wierny klubowi, który kocham – wspominał Jarek. To stanowiło jednak wielki problem, ale ostatecznie znaleziono (bardzo) niespotykane rozwiązanie. – Szukaliśmy sposobu, by się temu wszystkiemu wywinąć. W końcu lekarz wystawił mi fałszywe zaświadczenie, że jestem chory i nie powinienem grać w piłkę, a w Opolu robię to na własną odpowiedzialność – kontynuował.

To jednak nie pomogło, bowiem warszawski klub nie odpuszczał. Działacze ze stolicy postanowili wybrać się do Opola, zabierając Jarka do szpitala wojskowego we Wrocławiu. Na szczęście dla niego i naszego zespołu, lekarz, który wcześniej wystawił wspomniane zwolnienie, dał mu także tabletki na wywołanie nadciśnienia i palpitacji serca. Brał je dzień przed każdym badaniem, wykonując jeszcze wcześniej prace domowe. Po szpitalu we Wrocławiu urządził sobie z kolei szybki spacer, a lekarze byli zdziwieni. Odsłuch serca ze słuchawek wskazywał, że Engelbert w ogóle nie powinien był w tym stanie chodzić.

Mogłoby się wydawać, że to koniec. Nic podobnego. Pewnego wieczoru pod domem Jarka stało dwóch żołnierzy, którzy mieli go siłą przewieźć do Warszawy. Z pomocą przyszli jednak niezawodni kibice Odry, którzy uprzedzili go o tym fakcie. Zamiast do domu, trafił do budynku komitetu wojęwódzkiego PZPR. Tam odbyło się wiele rozmów pomiędzy partyjnymi dygnitarzami. Ostatecznie udało się postawić na swoim, ale naszej legendzie pozostał pewien dyskomfort do końca życia. – Przez te nieszczęsne tabletki, które brałem pozostał mi ból głowy, ale mimo wszystko cieszę się, że zostałem w Opolu – mówił.

Chęć pozostania w naszym mieście najprawdopodobniej miała wpływ na brak występów w kadrze. Warszawskie szychy, które nie mogły pogodzić się z tym, że Jarek nie będzie występował w czerwono-zielono-białych barwach sprawiły, że nie dostał swoich szans w meczach o stawkę w reprezentacji Polski. Co prawda w swoim ostatnim meczu z orzełkiem na piersi przeciwko Maroko strzelił bramkę, ale to nie sprawiło, żeby mimo wszystko dostać kolejne szanse.

Wiadomo, że konkurencję miał wielką – w postaci m.in. Ernesta Pohla, jednak to właśnie niechęć w odejściu do Warszawy miała na to potężny wpływ. Szkoda, że polityka nie pozwoliła rozwinąć naszej legendzie swojej kariery na międzynarodowym szczeblu.

Wszechstronność

Jarek jest kolejnym przykładem tego, że do Odry trafiali piłkarze wszechstronni. W pierwszym artykule z tej serii prezentowaliśmy postać Zbigniewa Guta, który 100 metrów przebiegał w 10,9 sekundy, w dal skakał ponad siedem metrów, a wzwyż 185 cm. Artykuł dostępny jest tutaj -> KLIK.

Najlepszy strzelec Odry w historii z kolei radził sobie dobrze w różnych dyscyplinach sportowych. Był bardzo dobrym koszykarzem, a mówi się także, że przy stole ping-pongowym nie miał sobie równych. Uczęszczał również na treningi sekcji bokserskiej Odry, nie bojąc się sparować z jej zawodnikami.

Kariera trenerska

Skład Odry Opole w 1971 roku

Skład Odry Opole w 1971 roku

Przez 13 lat, które Jarek spędził w Odrze jako piłkarz, przewinęło się wielu szkoleniowców. Dzięki temu mógł posiąść bardzo szeroką wiedzę przekazywaną przez różnych trenerów. Potrafił zarażać pasją do piłki, znał się na taktyce. Czego więc trzeba więcej? Jeszcze jako zawodnik prowadził ekipę juniorów, która w 1968 roku zdobyła wicemistrzostwo Polski ulegając jedynie Górnikowi Wałbrzych.

Po tym sukcesie zakończył swoją sportową karierę i w 1969 roku przejął Odrę po swoim byłym szkoleniowcu, Teodorze Wieczorku. Początek był bardzo ciężki, bowiem prowadzony przez niego zespół nie zdołał utrzymać się w ekstraklasie. Szybko jednak wrócił na najwyższy szczebel rozgrywkowy, plasując się na siódmym miejscu w ligowej tabeli. Awansował z drużyną do Pucharu Intertoto.

Odra prowadzona przez znanego także pod pseudonimem “Betel” Jarka była drużyną prowadzoną tak, jak wielu szkoleniowców dziś chciałoby umieć to robić. Engelbert wprowadził bowiem żelazną dyscyplinę i był jednym z ojców sukcesu złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich dla Zbigniewa Guta. – Zbyszek był bardziej lekkoatletą, a nie piłkarzem. Po wielu godzinach swojej ciężkiej pracy wspiął się jednak na taki poziom, że grał w reprezentacji. Moim zdaniem tylko żelazną dyscypliną można osiągnąć prawdziwy sukces – podkreślał.

W Odrze pracował do 1977 roku, ostatnie dwa lata pracując jako trener zespołów młodzieżowych. Dwa lata wcześniej do Opola trafił bowiem Antoni Piechniczek. Sam później przyznawał, że przekazał zespół gotowy do walki o najwyższe cele, po cichu czując się drugim ojcem sukcesów Odry w latach 70’. – Antoni miał bardzo dobre wyniki i uważam, że w jakiejś części to także moja zasługa. Nie boję się także powiedzieć, że czerpał z mojej pracy – mówił już po 2000 roku Engelbert.

Wyjazd do Niemiec

Kalendarz Odry Opole wydany na 75. lecie klubu.

Kalendarz Odry Opole wydany na 75. lecie klubu.

W latach 70. Jarek wyjechał do Niemiec, gdzie w Sinzig osiadł na stałe. Z opolskim klubem był jednak tak blisko związany, że kilometry, które dzieliły miasta nie stanowiły żadnego problemu, żeby przyjechać na różnego rodzaju uroczystości związane z działalnością klubu. Był z Odrą na dobre i złe. W najtrudniejszych czasach, czyli w latach 90. minionego wieku zasiadał na trybunach przy Oleskiej dopingując młodszych piłkarzy. Wspierał także klub, przywożąc z Niemiec sprzęt sportowy, z którego korzystali zawodnicy.

Był symbolem naszego klubu, z którym karierą związał się na ponad 20 lat, a poprzez sportowe uczucie, aż do śmierci. Ta nadeszła 24 sierpnia 2017 roku. Miał żonę Helenę i dwójkę dzieci – Sylvię i Artura. Jego imieniem nazwany jest Orlik w Opolu mieszczący się przy ulicy Bielskiej.

W jego przypadku idealnie pasują słowa Kobe Bryanta – „Bohaterowie przychodzą i odchodzą, ale legendy są wieczne”.

Zdjecia dzięki uprzejmości Pana Sebastiana Bergiela z portalu Historia Odry Opole