Aleja Gwiazd Odry Opole: Józef Zwierzyna

Zanim do Opola zawitał Antoni Piechniczek, Odrę Opole przygotował do rozgrywek Józef Zwierzyna. Góral z Żywca w historii opolskiego zespołu odegrał niezwykle ważną rolę. I to nie tylko jako szkoleniowiec, ale również i piłkarz.

Piotr i Marek Jankowscy

Polecamy poprzednie części naszego cyklu: Zbigniew GutEngelbert JarekAntoni PiechniczekJózef MłynarczykZbigniew StrociakRoman WójcickiZbigniew KwaśniewskiJózef ŻymańczykBohdan MasztalerJózef KloseHenryk SzczepańskiWojciech Tyc, Ryszard Dziadek.

Piłkarskie początki

Młody Józef Zwierzyna.

Początkowo nic nie zapowiadało tego, że urodzony 27 listopada 1940 roku Józef Zwierzyna zostanie piłkarzem, a następnie trenerem opolskiej drużyny. W Żywcu, z którego pochodzi i w którym się wychował swoją przygodę ze sportem rozpoczął od biegów narciarskich.

W młodym wieku, jeszcze jako junior okazał się najlepszym biegaczem w paśmie Beskidów. Kapitalne biegi sprawiły, że otrzymał powołanie do młodzieżowej kadry Polski. Latem fascynowała go lekkoatletyka, która pomagała mu podtrzymać formę poza sezonem zimowym. Biegał zarówno na krótkich, jak i długich dystansach w Koszarowej Żywiec.

Piłką nożną zainteresował się bardzo późno. Jako 18-latek rozpoczął treningi w klubie ze swojego rodzinnego miasta, w którym wcześniej biegał. Młody Zwierzyna próbował swoich sił w pierwszej drużynie jako junior, jednak dwa lata później był zmuszony zmienić klub.

Wszystko związane było ze służbą wojskową, którą połączył z reprezentowaniem barw Polonii Jelenia Góra. Na testach do zespołu od razu stwierdzono, że będzie tym ogniwem, którego w drużynie brakowało. – Przyjęli mnie właściwie po jednej skutecznej akcji. Przyjąłem z powietrza piłkę, przerzuciłem nad głową i nożycami uderzyłem na skrzydło. Zaraz po tym zagraniu trenerzy kazali zgłosić mi się na regularne treningi. W ten sposób rozpoczęła się moja kariera piłkarska – wspominał pan Józef w rozmowie z portalem Historia Odry Opole.

Spisywał się tam na tyle dobrze, że szybko został przeniesiony do Warszawy, aby dołączyć do wojskowej drużyny, Lotnika Warszawa. – Przerzucili mnie do gry w drugiej lidze. Miałem okazję tworzyć duet w ataku z Hubertem Skupnikiem, który kilka lat później w barwach Wisły Kraków siał postrach na boiskach w Polsce – kontynuował.

Na kilka miesięcy przed zakończeniem obowiązkowej służby wojskowej zdecydował się na powrót do Jeleniej Góry. Namówiono go do pozostania w tym mieście, oferując studia na Politechnice Wrocławskiej. Udało się to ze sobą połączyć, jednak za chwilę na drodze piłkarza stanęła… Odra Opole.

9 piłkarskich lat w Opolu

Transfer do Opola udało się przeprowadzić dzięki Wiesławowi Łucyszynowi, z którym Zwierzyna grał właśnie w Jeleniej Górze. – Wiesiek wrócił do „cywila” i do Odry. Powiedział o mnie trenerowi Arturowi Woźniakowi, który wkrótce zabrał zespół na obóz do Jeleniej Góry. Miałem okazję wystąpić w niebiesko-czerwonej koszulce w meczu ze Stalą Mielec – dodał piłkarz.

Józef Zwierzyna strzelił w tym spotkaniu dwie bramki, a opolski zespół zwyciężył w tym spotkaniu 3-2. Napastnikowi niemal od razu zaproponowano kontrakt w Opolu. Była to oferta z tych nie do odrzucenia. W Odrze oficjalnie zadebiutował w 1964 roku. W spotkaniu z Szombierkami Bytom, również wygranym 3-2, wpisał się na listę strzelców. Był to niezwykle udany sezon dla Odry, która zdobyła brązowy medal mistrzostw Polski. Doszła także do półfinału Pucharu Intertoto.

W Opolu nieco zmodyfikowano jego grę. Jego niesamowitą wytrzymałość postanowiono wykorzystać w linii pomocy. Starsi kibice do dziś, gdy słyszą jego nazwisko wspominają go jako niezwykłego walczaka. Dzięki niespożytym siłom był w stanie zabiegać każdego rywala. Idealnie pasował więc do Odry, która zawsze słynęła ze świetnego przygotowania kondycyjnego.

Skład Odry Opole za czasów występowania w niej Józefa Zwierzyny.

Ponadto należy wspomnieć o tym, że był piłkarzem-ewenementem, bowiem strzelał bramki i odgrywał piłkę kolegom zarówno lewą, jak i prawą nogą. Dzięki wielkiemu zaangażowaniu na boisku, ale i szacunkowi, jakim pana Józefa darzyli koledzy, Engelbert Jarek zdecydował się nadać mu nową rolę. Został kapitanem drużyny.

W 1969 roku rozegrał jedno z najbardziej szalonych spotkań w swojej karierze. Odra w Pucharze Intertoto mierzyła się z belgijskim Beveren, przegrywając przez niemal całe spotkanie jedną bramką. – Pod sam koniec meczu Zbyszek Bania zacentrował w pole karne. Przed strzałem chciałem najpierw skleić piłkę, ale ostatecznie… odbiła mi się od piszczela i wpadła do bramki. Trener Wieczorek pytał się mnie po meczu, czy chciałem tak strzelić, czy to był przypadek. Odpowiedziałem ze śmiechem, że chciałem piłkę „skleić” a mnie nie posłuchała – śmiał się pan Józef.

Wraz z zespołem wyjechał na początku lat siedemdziesiątych do Rosji. Był to częsty kierunek polskich zespołów w ramach przygotowań do sezonu. Zespół prowadzony przez najlepszego napastnika Odry w historii, a zarazem niedawnego kolegę z boiska, Engelberta Jarka miał także dużo wolnego czasu. Piłkarze wybrali się na Plac Czerwony w Moskwie, który do dziś jest najbardziej rozpoznawalnym punktem turystycznym Rosji.

O ile w XXI wieku taki wyjazd wydaje się być czymś zwykłym, to tamte lata nie należały do czasów, w których jeździło się po świecie, zwiedzając go. Piłkarze mieli okazję zobaczyć choć rąbek świata dzięki swoim występom na arenie międzynarodowej. Pewnie i to było dla nich dodatkową motywacją, aby na boisku dawać z siebie wszystko. Bo tylko wtedy zespół będzie mógł rywalizować poza granicami kraju. Ale i powołanie do reprezentacji dałoby możliwość zwiedzenia nowych miejsc.

Był bliski zakończenia kariery w 1971 roku, kiedy to po kapitalnym sezonie, w którym katowicki „Sport” sklasyfikował Zwierzynę na siódmym miejscu „Złotych Butów” wykryto u niego problemy z sercem i układem krążenia. – Wylądowałem w Akademii Medycznej i po wielu badaniach profesor Wajs z Warszawy stwierdził, że z powodu intensywnego uprawiania sportu od najmłodszych lat, mam tylko przerośnięte serce i oczywiście pozwolił mi nadal kopać piłkę – dodał pan Józef, który barwy Odry na najwyższym poziomie reprezentował do 1973 roku.

Trener

Po zakończeniu kariery pozostał blisko przy piłce. Po raz pierwszy objął Odrę na wiosnę w sezonie 1974/75. Zespół był spadkowiczem z ówczesnej ekstraklasy i był w bardzo złej sytuacji po rundzie jesiennej. Na stanowisku zastąpił swojego dawnego kolegę z boiska, a później trenera – Jarka.

Właśnie wtedy toczyły się rozmowy działaczy opolskiego zespołu z trenerem Antonim Piechniczkiem, który prowadził zespół z Bielska Białej. Zanim jednak legendarny szkoleniowiec trafił do Opola, zespół został przygotowany do walki o najwyższe cele. – Na wiosnę przegraliśmy wówczas tylko jeden mecz, wszystko zaczęło funkcjonować. Skończyliśmy rozgrywki na trzecim miejscu i stworzyliśmy drużynę, która rok później wygrała ligę i powróciła do ekstraklasy. Tak więc budowa kompozycji drużyny, która wróciła do ekstraklasy to również zasługa Józefa Zwierzyny – mówił supersnajper opolskiej drużyny Wojciech Tyc.

Przez całą przygodę trenera Piechniczka, pan Józef był niezwykle ważną osobą w opolskim klubie. To właśnie on najwięcej pracował z Józefem Młynarczykiem, ale i gasił rodzące się pożary wewnątrz drużyny. To także on zasiadał na ławce trenerskiej obok pana Antoniego, gdy opolski zespół pokonywał Legię 4-1 u siebie i 5-3 w Warszawie, Lecha Poznań 7-4, Widzewa Łódź 3-1 w finale Puchar Ligi czy Rucha Chorzów 3-1 w meczu o mistrzostwo jesieni.

Po sezonie 1978/89, kiedy to Odra przez słabą grę wiosną straciła szanse na mistrzostwo Polski, a Antoni Piechniczek podał się do dymisji, posadę szkoleniowca objął nie kto inny, tylko Józef Zwierzyna. Odświeżył on nieco zespół, który kapitalne rozpoczął sezon. Po ośmiu kolejkach, w których Odra pokonywała (bez straty gola) Polonię Bytom, Widzew Łódź, Stal Mielec czy Zagłębie Sosnowiec, zostali liderami rozgrywek.

Mimo to, opolska drużyna zakończyła sezon na 9. miejscu, a Zwierzynę na stanowisku szkoleniowca zastąpił Józef Stanko. Pan Józef wyjechał wówczas do Chorzowa, gdzie przejął świętującego w tym roku stulecie Ruchu Chorzów.

Ostatecznie jednak powrócił do województwa opolskiego. W 1995 roku prowadził ZKS Górażdże, następnie drugi zespół Odry Opole, Skalnika Gracze, Skalnika Tarnów Opolski. Karierę trenerską zakończył w 2011 roku po dwuletniej ponownej przygodzie w ZKS Góradże.

Spotkanie po latach

Pan Józef był niezwykle ważną postacią w opolskiej Odrze, która była w stanie postawić się największym polskim tuzom. Właśnie dlatego tak bardzo były piłkarz cieszył się z obchodów 70-lecia Odry Opole.

Zasłużeni piłkarze dla opolskiej drużyny podczas obchodów 70-lecia.

To wspaniała sprawa spotkać się z kolegami, z którymi grałem kiedyś – mówił pan Józef. – Tym bardziej, że tak się złożyło, że wielu z nich wyjechało za granicę i rzadko bywają w kraju. Ubolewam, że nie miałem okazji być na ostatnim jubileuszu, na szczęście dziś mogę to choć trochę nadrobić. Zawsze z sentymentem wracam na stadion, na którym tyle lat grałem – zakończył.

Sytuacja związana z koronawirusem spowodowała, że prawdopodobnie w tym roku nie odbędą się obchody z okazji 75-lecia opolskiej drużyny. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby odbyły się obchody związane z 76-leciem klubu, na których ponownie spotkaliby się najbardziej zasłużeni piłkarze i działacze dla opolskiego klubu. W tym gronie ponownie nie mogłoby zabraknąć pana Józka.