Aleja Gwiazd Odry Opole: Zbigniew Gut

Jak rozegrać 11 spotkań w kadrze narodowej i stać się jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii polskiej piłki? To historia Zbigniewa Guta, jedynego opolskiego mistrza olimpijskiego.

Piotr i Marek Jankowscy

16 czerwca świętować będziemy 75. rocznicę założenia Odry Opole. Postanowiliśmy uczcić piłkarzy, działaczy i trenerów, którzy na przestrzeni lat budowali ten klub, tworząc Aleję Gwiazd Odry Opole. Zastanawialiśmy się od kogo zacząć – najlepszego piłkarza w historii klubu jakim dla większości był Engelbert Jarek czy kultowego trenera, którym był Antoni Piechniczek. Wybór padł jednak na naszego jedynego opolskiego złotego medalistę olimpijskiego – Zbigniewa Guta. Prawdopodobnie najszybszy lekkoatleta na świecie wśród piłkarzy w swoim dorobku ma także brązowy medal mistrzostw świata. Okolicznościowy cykl o Odrze Opole publikowany będzie cyklicznie w każdy wtorek, aż do urodzin opolskiego klubu.

Kariera piłkarska w Odrze

Urodził się w niewielkich Wymiarkach na ziemi lubuskiej 17 kwietnia 1949 roku. Od dziecka dał się poznać jako zwinny i ciekawy świata. Jako nastolatek zaczął trenować w miejscowym klubie, a wśród kolegów wyróżniał się przede wszystkim na tle lekkoatletycznym. Dzięki samozaparciu stał się symbolem miejscowej Iskierki, a zarazem jej najlepszym napastnikiem.

W barwach Iskry Wymiarki grał przez cztery lata, skąd trafił do Promienia Żary, gdzie podpisał pierwszy kontrakt w piłce seniorskiej. Nowy klub był oddalony od rodzinnej miejscowości o 25 kilometrów. Pokonywał tę trasę kilka razy w tygodniu. Stamtąd trafił do Odry Opole, którą reprezentował w latach 1968-74. Jego talent jako pierwszy wypatrzył Zbigniew Bania – były piłkarz naszego zespołu, a w tamtym czasie trener Otmętu Krapkowice. Do stolicy województwa opolskiego trafił właśnie dzięki niemu i innemu działaczowi Odry – Ryszardowi Brożkowi.

Skład Odry Opole prowadzonej przez Engelberta Jarka.

Zbigniew dał się poznać jako niezwykle pracowity piłkarz. – Przykładał się do każdego treningu – tak swojego podopiecznego wspominał trener Engelbert Jarek, który prowadził opolską ekipę przez większość czasu, gdy grał w niej Gut. Mówiło się o nim jako o zawodniku niezwykle uzdolnionym, człowieku wielu talentów. W dzieciństwie uprawiał wiele sportów, co pozwoliło mu stać się wszechstronnym piłkarzem. Był niezwykle szybkim zawodnikiem, którego rekord na 100 metrów wynosił 10,9 sekundy. Można więc śmiało stwierdzić, że był wówczas w ścisłej czołówce najszybszych piłkarzy świata – jeśli nie najszybszym (a wszystko na to wskazuje). Dla porównania – ówczesny rekord świata był lepszy o jedynie sekundę. Było to wówczas wręcz niewyobrażalnym wynikiem dla piłkarza. Wśród starszych kibiców Odry popularne było powiedzenie, że „O ile Zbyszek nie potknie się o własne nogi, to i samego diabła może okiwać”. I tak też było.

Żeby podkreślić jak szybki był Gut, spójrzmy na fakt, że najszybszym piłkarzem w XXI wieku jest Arjen Robben, który kilka lat temu przebiegł „setkę” w… tym samym czasie co były piłkarz Odry. Biorąc pod uwagę ewolucję wszystkich rekordów w sportach lekkoatletycznych, widzimy jakim fenomenem był Zbigniew, który skakał też w dal. Również ze świetnymi wynikami, bowiem jego rekord życiowy wynosił 7,21 m. Mierzący 180 cm zawodnik skakał także wzwyż 185 centymetrów. W wolnych chwilach korzystał także z sekcji lekkoatletycznej opolskiego klubu, a trener Stanisław Olczyk był niezwykle zdumiony wysportowaniem piłkarza. Jego świetne wyniki bez specjalistycznych treningów sprawiły, że był namawiany do zmiany dyscypliny. Trener Olczyk widział w nim bowiem kandydata na złoty medal olimpijski w dziesięcioboju, uchodzącego za najtrudniejszy z lekkoatletycznych konkurencji.

Namowy okazały się jednak nieskuteczne, a sam piłkarz większą miłość czuł właśnie do futbolu. Po zmianie pozycji na bocznego obrońcę, stał się prawdziwą wizytówką naszej Odry. Jego rajdy po skrzydle i celne dośrodkowania przykuły uwagę najwybitniejszego polskiego trenera Kazimierza Górskiego, który zabrał go ze sobą na dwa turnieje, na których nasza reprezentacja odniosła największe sukcesy w historii.

Złote Igrzyska Olimpijskie

Dzięki bardzo dobrym występom w Odrze Opole, Gut dostał powołanie do meczów sparingowych reprezentacji Polski prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Kiedyś ktoś powiedział Panu Kazimierzowi, że jest chłopak szybszy od piłki, który zanim pomyśli, to już kopnie. I tak właśnie trafił do reprezentacji.

Czasy były wtedy inne, a kadry narodowe często grały mecze towarzyskie z klubami, a nie innymi reprezentacjami. Zbigniew swój pierwszy taki mecz rozegrał 23 lipca 1972 roku w Łodzi, kiedy to przeciwnikiem był Penarol Montevideo. Na boisku pojawił się w drugiej połowie, zmieniając Antoniego Szymanowskiego. Zagrał na tyle dobrze, że po meczu do szatni przyszedł Witold Dłużniak (ówczesny wiceprezes PZPN), który poklepując Guta po ramieniu powiedział „No, Zbyszek. Chyba dostałeś się do kadry”. I tak po kilku kolejnych meczach nasz zawodnik znalazł się wśród 19 olimpijczyków do Monachium.

Kadra Kazimierza Górskiego, a w niej Zbigniew Gut.

Pierwszy raz oficjalnie zagrałem w drużynie przeciwko NRD – wspominał Zbigniew Gut. – Debiut w reprezentacji i od razu na Olimpiadzie to jednak coś o czym się nie zapomina. Tym bardziej, że wygraliśmy, a mnie grało się dobrze w pomocy. Wprawdzie w Odrze byłem prawym obrońcą, ale to nie miało znaczenia. Mogłem grać na każdej pozycji, a trener Górski i Jacek Gmoch nie wahali się mnie wpuścić do drugiej linii. Przeciwnicy nie wiedzieli, co się dzieje. Takiego zawodnika wcześniej nie znali. A ja miałem dużo siły, dobrze się czułem, toteż biegałem po całym boisku, a oni za mną. Kilku „padło” a ja mógłbym zagrać od razu drugi mecz – kontynuował.

I faktycznie tak było. Dwa lata przed Igrzyskami reprezentacja Polski przegrała z NRD 0-5, dlatego po pierwszych dwóch łatwych zwycięstwach z Kolumbią (5-1) i Ghaną (4-0), zapowiadał się niezwykle ciężki mecz. Niemieccy trenerzy widząc naszą rozpędzoną reprezentację postanowili uknuć pewien podstęp, zamieniając numery koszulek zawodników. Kazimierz Górski był jednak o wiele sprytniejszy, bo na boisko wypuścił debiutanta… właśnie Guta. Nasi zachodni sąsiedzi przez cały mecz skupiali się na Lubańskim, Deynie czy Gadosze. Największe problemy sprawiał im jednak właśnie zawodnik Odry Opole, który choć występował na pozycji pomocnika, to grał dosłownie wszędzie. Dwa trafienia dla reprezentacji Polski zanotował wówczas obrońca Jerzy Gorgoń, który mógł sobie pozwolić na wyjścia do przodu właśnie dzięki temu, że wiedział, że Gut zdąży wrócić i zapanować nad obroną. I tak zwyciężyliśmy 2-1.

Gut miał nieprawdopodobną wydolność i kondycję, biegał po całym boisku, siejąc zamęt w niemieckich szeregach. Wygraliśmy 2-1 po golach środkowego obrońcy Jerzego Gorgonia. Niemcy nie wynaleźli takiego środka dopingującego, który z powodzeniem mogliby zastosować w piłce nożnej. Koksowali lekkoatletów i pływaków, ale z piłkarzami szło im gorzej” – można przeczytać w książce Stefana Szczepłka „Deyna”.

Zbigniew Gut w garniturze reprezentanta Polski.

W meczu z Danią Gut zagrał mniej, bowiem Kazimierz Górski zdecydował się wpuścić go na boisko dopiero w 68. minucie, a Polacy zremisowali w tym spotkaniu 1-1. Kolejnym ważnym spotkaniem naszej kadry było to ze Związkiem Radzieckim, w którym zawodnik Odry dostał wytyczne podobne do tych z meczu z NRD – zabiegać rywali. Tak też zrobił, a nasza reprezentacja zwyciężyła 2-1, a ostatni mecz w drugiej fazie grupowej był jednym z tych lżejszych. Pokonaliśmy Maroko 5-0.

W finale, który został rozegrany na Olympiastadion w Monachium Zbigniew Gut rozegrał 90 minut. Polacy pokonali 2-1 bardzo silnych Węgrów, którzy wygrali grupę 1. Występowały w niej jeszcze zespoły NRD, RFN i Meksyku. Warte podkreślenia jest to, że nasza reprezentacja z turnieju za zachodnią granicą wróciła bez porażki. Wracali, choć jak wspominał występujący z „trzynastką” na koszulce Gut, nie chcieli ze względu na świetną atmosferę w drużynie. – Stworzyliśmy taką atmosferę, że nie chciało się wyjeżdżać – mówił. – Trochę się bałem jak mnie przyjmą koledzy. Ostatecznie byłem w ich gronie nowym człowiekiem. Wszystko poszło jednak dobrze. Liderem zespołu został wcześniej Włodek Lubański, którego nie można było nie lubić i nie cenić. Jego wspominam najmilej. Jacek Gmoch też chyba miał do mnie słabość. W ogóle mieliśmy fajnie. Po Olimpiadzie także. Drużyna się zmieniała ale wciąż pięła się w górę. Nie zawsze grałem, bo byli ode mnie lepsi. A jednak na mistrzostwa świata pojechałem – dodał.

Brązowe Mistrzostwa Świata

Na mistrzostwach świata w 1974 rozegranych w RFN i Berlinie Zachodnim, Zbigniew wystąpił w dwóch meczach – rozgrywając jedynie 108 minut. Zagrał jeden mecz w wygranej przez nas grupie D (Polacy pokonali Argentynę, Włochy i Haiti) przeciwko Haiti, które rozgromiliśmy aż 7-0 przy przeszło 25 tysiącach kibiców na trybunach. Gut na boisko wszedł dopiero w 72. minucie, żeby dać odpocząć grającemu od początku Adamowi Musiałowi.

Zbigniew Gut dumnie prezentujący orła na swojej piersi.

Jego kariera reprezentacyjna zakończyła się meczem ze Szwecją, który zaczął od pierwszych minut, ze względu na karę Adama Musiała. Spotkanie rozegrane w Stuttgarcie przyciągnęło na trybuny niemal 45 tysięcy kibiców, którzy mieli okazję oglądać prawdziwy spektakl. – Moje zadanie polegało na ograniczeniu ich skrzydeł do minimum – wspominał w wywiadzie z portalem Historia Odry Opole. – Wiadomo było, iż mój rywal dysponuje dużą szybkością. Cała sztuka polegała na tym, abym wykorzystując moją szybkość nie dopuścił do opanowania przez niego piłki i uniemożliwiał w ten sposób skuteczne akcje na naszą bramkę. Oczywiście przy każdej nadarzającej się okazji miałem kontratakować i posyłać jak najwięcej centr w stronę bramki Hoellstroema – dodał.

Nasz zespół po bardzo ciężkim meczu wygrał 1-0, a Gut świetnie zabezpieczał prawą flankę. Niestety był to już jego ostatni mecz w reprezentacji, która w meczu o trzecie miejsce pokonała broniącą tytułu Brazylię 1-0. Po tym turnieju rozegrał jeszcze trzy mecze w barwach Odry, która spadła z najwyższej ligi. Jako brązowy medalista mistrzostw świata trafił do Lecha Poznań, skąd niestety już powołania do gry z orzełkiem na piersi nie dostał.

Moja reprezentacyjna kariera zaczęła się na Olimpiadzie, a skończyła na mistrzostwach świata – mówił o swojej karierze w reprezentacji.

Swoją grę w orzełkiem na piersi lubił wspominać, mimo, że wystąpił jedynie w 11 meczach. Bardzo doceniał współpracę z trenerem Kazimierzem Górskim i jego asystentem Jackiem Gmochem. – Trener Górski był strasznie sympatyczny i miał bardzo dobre serce – mówił. – Słynął z doskonałego podejścia do wszystkich zawodników i był bardzo lubiany i szanowany. Sądzę, że był także bardzo dobrym psychologiem. Umiał podejść do zawodników przed meczem, w czasie przerwy i po meczu, obojętnie czy wygranym czy przegranym. Potrafił stworzyć dobrą, niepowtarzalną atmosferę – skwitował Gut.

 

Po Odrze

W barwach Lecha Poznań rozegrał 80 spotkań przez pięć lat, co spowodowane było kontuzjami, jakie zaczęły go nękać. Z Lecha przeniósł się do Paris FC, a następnie reprezentował kluby Stade Français, Red Star 93 i Sain-Jean de Maurienne. W tym miejscu też osiadł na stałe, aż do swojej przedwczesnej śmierci 27 marca 2010 roku. Zmarł na raka trzustki. Przed śmiercią pracował jako urzędnik miejscowego merostwa, odpowiadający za sprawy administracyjne. Miał żonę Danutę i dwóch synów: Jarosława i Mirosława.

W naszym mieście nadal jest osobą zapamiętaną przez kibiców piłki. Kilka lat temu przy ul. Oleskiej zorganizowany został turniej oldbojów imienia właśnie Zbigniewa Guta oraz Juliusza Steckiego.

Za wybitne osiągnięcia sportowe, jeszcze za życia został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia oraz medalem Zasłużonego Mistrza Sportu.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Sebastiana Bergiela i portalu Historia Odry Opole.