Czego potrzebuje Odra? [Analiza matematyczna]

Ostatnia wygrana opolskich piłkarzy na wyjeździe z Chojniczanką Chojnice wlała w serca kibiców niebiesko-czerwonych nadzieję. Walka o utrzymanie w I lidze zapowiada się jednak na bardzo trudną.

Marcin Sagan

Siedem punktów w 12 meczach to mizerny dorobek. Nie oznacza to jednak, że opolanie są już „pogrzebani”. Rok temu na tym samym etapie rozgrywek po 12 kolejkach ostatni w tabeli Stomil Olsztyn też miał siedem punktów, a potem ostatecznie utrzymał się w lidze. Porównując jednak tylko aspekt matematyczny (Stomil miał potężne problemy finansowe i jego utrzymanie biorąc pod uwagę słaby start było ogromnym osiągnięciem), to olsztynianie mieli nieco łatwiej. Dlaczego? Otóż do bezpiecznej 15. lokaty Stomil miał wówczas cztery punkty straty, a Odra ma teraz siedem. Po drugie w poprzednim sezonie w rozgrywkach I ligi było dużo remisów. Przy podziale punktów w tabeli pojawiają się dwa punkty (po jednym dla każdej ekipy), a przy zwycięstwie jednej z drużyn – trzy. W poprzednim sezonie w 12 kolejkach zanotowano 34 remisy, a teraz jest ich o 12 mniej.

W rozgrywkach sezonu 2018/19 utrzymanie dawało 38 punktów. Należy jednak zakładać, że w tym sezonie trzeba będzie zdobyć 40 punktów. Taki dorobek wydaje się odpowiednią granicą dającą utrzymanie. Oczywiście rozgrywki mogą się różnie kształtować. Może się np. tak zdarzyć, że odstawać od reszty stawki będzie 5-6 zespołów i wystarczy do utrzymania mniejsza ilość punktów. Może się też tak zdarzyć, że będzie w następnych kolejkach więcej remisów. Takie rozwiązanie byłoby dobre dla Odry. Jest jeden zasadniczy warunek: nasz zespół musi zacząć w miarę regularnie wygrywać.

Mamy już za sobą 1/3 sezonu. Do jego końca zostały 22 kolejki. Osiem zostanie rozegranych jeszcze w tym roku. Biorąc pod uwagę dowolny fragment sezonu w 18-zespołowej I czy II lidze w poprzednich latach i wyodrębniając 22 serie spotkań to dorobek 33 punktów (mniej więcej tyle musi zdobyć Odra do końca sezonu) oznacza, że trzeba być czołową drużyną ligi. W takim przedziale 22 kolejek trzeba być na poziomie 4-5 drużyny w takiej cząstkowej ligowej tabeli zawierającej 22 serie spotkań. Oczywiście to są wyliczenia matematyczne oparte na poprzednich sezonach. Sport, a zwłaszcza piłka nożna i to w naszej ligowej rzeczywistości, jest nieprzewidywalny. Nie można jednak analizować szans Odry w oderwaniu od królowej nauk jaką jest matematyka.

Na czym można opierać nadzieję? Przede wszystkim na tym, że Odra od kilku kolejek gra lepiej. Przyszło pierwsze zwycięstwo w lidze, udało się wyeliminować ekstraklasową Arkę Gdynia w Pucharze Polski. Lepsze wyniki budują atmosferę. Co ważne, nasz zespół w świetny sposób potrafił się podnieść po dwóch ciosach. Po porażce 2-3 w Głogowie z Chrobrym i bramce straconej w ostatniej akcji, pięć dni później udało się wygrać wspomniany pucharowy mecz z Arką. Potem po remisie 1-1 z Zagłębiem Sosnowiec i niestrzelonym rzucie karnym przez Szymona Skrzypczaka w 88. min (w wypadku wykorzystania jedenastki zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki), przyszła wygrana w Chojnicach, a sam Skrzypczak w 3. min wykorzystał rzut karny. To są elementy mocno scalające zespół, dodające mu wiary. Dodatkowo budują zawodników jak choćby Skrzypczaka.

Odra zaczęła sezon fatalnie (tylko dwa punkty w sześciu meczach), co spowodowało zwolnienie trenera Mariusza Rumaka. Zastąpił go Piotr Plewnia i coś drgnęło. Żeby jednak nie popadać w nadmierny huraoptymizm i ślepą wiarę, że trener Plewnia jest cudotwórcą warto znów wrócić do matematyki. Otóż w sześciu meczach pod jego wodzą zespół zdobył pięć punktów. Warto oczywiście przypomnieć pechową porażkę w Głogowie czy remis z Zagłębiem gdy tak blisko było pełnej puli. Tylko trzy kluby w sześciu ostatnich kolejkach zdobyły mniej „oczek” niż Odra. Średnia wynosi 0,83 pkt na mecz, a żeby myśleć o utrzymaniu, to w 22 pozostałych kolejkach trzeba mieć średnią 1,5 pkt na mecz. To pokazuje skalę trudności.

Do końca rundy jesiennej trener Plewnia będzie pracował z zespołem. Potem będzie to już niemożliwe. Nie ma bowiem licencji UEFA Pro, a w I lidze zespół może prowadzić tylko trener z tą licencją. Plewnia dostał warunkową zgodę do końca roku. O ocenę jego pracy będzie się można pokusić po zakończeniu jesiennych zmagań. Na razie jego pracę można zapisać na plus. Wyniki się poprawiły, choć potrzeba jeszcze zdecydowanie lepszych, gra też wygląda lepiej. Udało się chyba mocniej scalić zawodników w drużynie o czym świadczy niesamowita radość piłkarzy po pokonaniu Arki czy Chojniczanki. Podniósł zespół, który był w ogromnym kryzysie. Kto oglądał przegrany 2-3 sparing z Polonią Bytom, w którym rywal był znacznie lepszy, wie jak poważny był to dołek. Znamienne są też pojedyncze obrazki pokazujące duży spokój 42-letniego szkoleniowca, mocno związanego z klubem, w którym od kilku lat jest w sztabie szkoleniowym, a wcześniej był jego piłkarzem. Jest przecież wychowankiem Odry. Kiedy po meczu z Zagłębiem większość kibiców, ale też ludzi związanych z klubem „wieszała psy” na Skrzypczaku za niewykorzystaną jedenastkę, trener szybko podążył ku napastnikowi, by go pocieszyć.

Przed trenerem i zespołem jeszcze osiem spotkań ligowych w tym roku. Sześciu rywali jest z górnej części tabeli. Stal Mielec, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Miedź Legnica czy GKS Tychy mają ambicje ekstraklasowe. To dodatkowo obrazuje skalę trudności. Futbol jest jednak przewrotny, a już rozgrywki I ligi szczególnie. Kto by się spodziewał, że po 12 kolejkach na czele tabeli będą beniaminek z Radomia i Warta Poznań? Trzeba więc wierzyć, że nasz zespół stać na pozostanie w I lidze.

Na zdjęciu piłkarze Odry. Fot. Andrzej Klimek.