Gwardia bez przełamania. Znów niestety przegrała

Ciężkie dni przeżywają szczypiorniści i kibice opolskiego zespołu. Porażka w Tarnowie 26-31 z miejscowymi Azotami była bowiem czwartą z rzędu.

Marcin Sagan

Wyraźnie w odwrocie są podopieczni trenera Rafała Kuptela. Po tym jak osiągnęli historyczny sukces i awansowali do fazy grupowej Pucharu EHF spuścili z tonu. Z dobrze grającego przez kilka tygodni zespołu niewiele zostało. Przegrany 19-20 mecz w minioną niedzielę u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze dawał nadzieje na wyjście z kryzysu. Okazją do przełamania złej serii było spotkanie z zajmującą przedostatnią lokatę w tabeli ekipą z beniaminka z Tarnowa. Przełamania nie ma, a wydaje się, że Gwardia wpadła w jeszcze większy dołek.

Opolanie przegrali całkowicie zasłużenie. O ich grze niewiele można napisać dobrego, a w zasadzie to nic. Nie było jakiegoś wyróżniającego się zawodnika, takiego mogącego pociągnąć zespół. W defensywie wyglądało to słabo o czym świadczy aż 31 goli straconych goli z jedną ze słabszych drużyn. W ataku? Jeśli drużyna z czołówki rzuca zaledwie cztery gole w 20 minut, a tak było w przypadku Gwardii w tym spotkaniu, to nie dziwi porażka i niska ocena za grę w ofensywie.

Pierwsza połowa była wyrównana. Wynik oscylował wokół remisu. Gwardia w 11. min po trafieniu Patryka Mauera prowadziła 5-3 i to była jej najwyższa przewaga. Azoty też najwyżej prowadziły dwoma bramkami (16-14) tuż przed przerwą. Ostatecznie po 30 minutach tarnowianie byli o jedną bramkę lepsi. Wśród gospodarzy świetnie w bramce spisywał się Patryk Małecki, a w ofensywie szalał lewoskrzydłowy Łukasz Kużdeba (siedem goli do przerwy).

O losach spotkania zadecydował w głównej mierze początek drugiej połowy. Opolanie w ciągu 10 minut zdobyli tylko jedną bramkę, a gospodarze pięć i prowadzili 21-16. W drugiej połowie oprócz Małeckiego i Kużdeby w ich szeregach dobrze grali: śroodkowy rozgrywający Wojciech Dadej (wszystkie swoje pięć goli zdobył po przerwie) oraz dwaj inni gracze drugiej linii: Japończyk Rennosuke Tokuda i Jakub Kowalik.

Niemoc Gwardii w ataku trwała i w 50. min przewaga gospodarzy wynosiła sześć bramek (25-19). Wtedy nastąpił zryw naszej ekipy. W krótkim czasie zdobyła trzy gole z rzędu i zrobiło się 25-22. Zespół z Tarnowa ze spokojem przetrwał trudniejszy dla siebie moment i nie pozwolił się zbliżyć na mniejszą różnicę niż trzy bramki. Jeszcze Małecki obronił rzut karny Mauera, a wcześniej też tego dokonał (obronił nie tylko rzut karny, ale również dobitkę naszego skrzydłowego) i gospodarze mogli się cieszyć ze zwycięstwa.

Dobrze, że przed nami półtoramiesięcza przerwa w rozgrywkach. Przed nią w planie jest jeszcze jedna kolejka. Za dwa dni w piątek 13 grudnia Gwardia zagra w Kielcach z hegemonem naszej ligi – Vive. Należy więc zakładać, że przed przerwą opolanie będą mieli pięć porażek z rzędu. Humory przed świętami nie będą w naszej drużynie dobre. Po nich będzie jednak czas na pracę i wyeliminowanie błędów, by znów, jak przez niemal cały 2019 rok, nasi szczypiorniści mogli zachwycać swoją grą.

Azoty Tarnów – Gwardia Opole 31-26 (16-15)
Azoty: Małecki – Grozdek, Tokuda 3, Sanek, Nowak 1, Tarcijonas 2, Kowalik 3, Dadej 5, Kużdeba 11, Pedryc 3, Wojdan 3. Trener Marcin Markuszewski.
Gwardia: Malcher, Zembrzycki – Lemaniak 3, Siwak 1, Zarzycki 1, Klimków 3, Mokrzki 3, Zieniewicz 3, Jankowski 2, Kawka 3, Mauer 6, Milewski, Morawski, Działakiewicz 1, Skraburski. Trener Rafał Kuptel.
Sędziowali: Michał Fabryczny (Mysłowice) i Jakub Rawicki (Katowice). Kary: Azoty 4 min, Gwardia 12 min. Widzów 1600.

Na zdjęciu na pierwszym planie kapitan Gwardii Mateusz Jankowski. Fot. Mariusz Matkowski.

Terminarz, wyniki i tabela PGNiG Superligi
http://pgnig-superliga.pl/terminarz/