Kartka z historii: 49 lat temu Jerzy Szczakiel został mistrzem świata

Dokładnie 49 lat temu, 11 lipca 1971 roku w obecności 30 000 widzów duet Jerzy Szczakiel – Andrzej Wyglenda zostali mistrzami świata par na żużlu.

Piotr Jankowski

Zawody w 1971 roku rozgrywane były po raz drugi w historii. Na stadionie w Rybniku Polacy okazali się lepsi od drugich Nowo-Zelandczyków (Ivana Maugera i Barry’ego Briggsa) i trzecich Szwedów (Andersa Michaneka i Bernta Perssona).

Co ciekawe, niewiele brakło, a Jerzy Szczakiel wspólnie z Andrzejem Wyglendą spóźniliby się na finał. – Na zbiórkę przed zawodami przyjechałem pół godziny za późno, bo musiałem pomóc mamie przy przerzucaniu siana – opowiada mistrz świata. – O miejsce w kadrze byłem jednak spokojny. Dzień wcześniej na treningu wygrałem rywalizację o miejsce w składzie z Antonim Woryną. Turniej był dla nas niezwykle udany, bo Wyglenda znakomicie jeździł po wewnętrznej, a ja mogłem szaleć przy bandach. Dzięki temu nie straciliśmy nawet jednego punktu – dodaje.

W przypadku tak wybitnego żużlowca podkreślić należy również jego wierność wobec klubu. Jerzy Szczakiel całą karierę jeździł w barwach opolskiego Kolejarza. – Było dużo propozycji, ale pochodziłem z Opola i nie lubiłem stąd wyjeżdżać – przyznaje. – Już w 1969 roku miałem poważne oferty z Gdańska i Tarnowa. Najbliżej transferu byłem tuż po sezonie 1973, kiedy mocno kusiły mnie władze Stali Rzeszów, gdzie miałem jeździć na żużlu i studiować. Nawet wyjechałem do Rzeszowa i tydzień mieszkałem w specjalnie przygotowanym dla mnie lokum. Kto wie, czy nie zostałbym tam na stałe, gdyby nie fakt, że znów musiałbym przeżywać generalny remont. Władze klubu dały mi mieszkanie w stanie surowym i sam musiałbym je urządzać. Nie chciało mi się znowu tego robić, bo przecież kilka miesięcy wcześniej skończyłem budować dom w Opolu. Podziękowałem więc działaczom z Rzeszowa i wróciłem do siebie – dodaje.

Swój największy sportowy sukces Jerzy Szczakiel odniósł 2 września 1973 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie. – Mnóstwo kibiców krzyczało moje przezwisko „Eda! Eda! Dzisiaj mistrzem świata!”. Myślę sobie, że ze mnie kpią i będą się śmiać – przyznaje z uśmiechem na ustach. – Pierwszy bieg wygrywam, drugi bieg wygrywam, trzeci bieg wygrywam. W czwartym biegu przegrywam z Grigorijem Chłynowskim, a to dlatego, że uciekł mi „po małej”. Goniłem go, ale nie udało mi się go dogonić. Później był bieg dodatkowy z Maugerem. Na losowaniu pól startowych dałem mu pierwszeństwo wyboru. Ucieszył się, wylosował pierwszy tor. Ja wylosowałem ten teoretycznie gorszy – trzeci. Stanąłem w koleinie – nie za głębokiej, nie za płytkiej. Przed wyścigiem uzgodniłem z mechanikiem, żeby przypomniał mi, że „start i krawężnik”. Ze startu wyszedłem na prowadzenie. Na trzecim okrążeniu Mauger chyba wszedł za ostro pode mnie. Czułem, że mnie dotknął, ale nie wiedziałem, że się przewrócił. Na następnym okrążeniu widziałem, że go podnoszą. Potem meta i zostałem mistrzem świata – kończy Szczakiel.

W Opolu postać Jerzego Szczakiela do dziś wspominana jest przez wszystkich kibiców sportu. Jadąc w stronę Opola, a konkretniej w stronę Grudzic, można napotkać rondo imienia legendarnego żużlowca. Na środku ronda znajduje się wysepka, gdzie można ujrzeć motocykl z napisem „Eda” – bo taki właśnie przydomek miał Indywidualny Mistrz Świata z 1973 roku.

Na zdjęciu Jerzy Szczakiel podczas jednej z opolskich gal sportu. Fot. Mariusz Matkowski